Dr hab. Tomasz Kamusella pisze do b. premiera Tadeusza Mazowieckiego

WSzP Tadeusz Mazowiecki

Doradca Prezydenta RP

Kancelaria Prezydenta RP

Wiejska 10

00-902 Warszawa

21 lipca 2012 r.

 

Szanowny Panie Premierze,

Piszę do Pana, bowiem otrzymałem zaproszenie na uroczystość wręczenia Panu nagrody Złoty Most Dialogu w najbliższy poniedziałek (23 lipca 2012 r) w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Opolskiego.

Pański rząd, a szczególnie Pan i śp. Minister Krzysztof Skubiszewski położyliście podwaliny pod pojednanie polsko-niemieckie dzięki traktatowi granicznemu z roku 1990. Co więcej traktat ten zlikwidował główną linię zimnowojennego podziału Europy, i tym samym przygotował grunt pod rozszerzenia NATO i Unii Europejskiej na wschód.

Korzystając z dobrodziejstw wolności uzyskanej po upadku komunizmu i nastaniu demokracji w Polsce, powyżej wspomniane przełomowe wydarzenia i ich nadspodziewanie pozytywne następstwa obserwowałem z oddali, na studiach w RPA i Pradze. Po powrocie do kraju, poza pracą naukową na Uniwersytecie Opolskim, po nominacji na Pełnomocnika Wojewody Opolskiego ds. Integracji Europejskiej, jako pierwszy w kraju urzędnik szczebla regionalnego działałem na rzecz przygotowania województwa opolskiego do efektywnego korzystania z przyszłego członkostwa RP w Unii Europejskiej. Po reformie samorządowej pracowałem jako Doradca Marszałka Opolskiego ds. Współpracy z Zagranicą. Jednak po kolejnym przetasowaniu politycznym, okazało się, że nie ma dla mnie – jako bezpartyjnego fachowca – miejsca w Urzędzie Marszałkowskim.

Wolałem pozostać bezpartyjny – dlatego powróciłem do pracy naukowej. Aby coś z mego doświadczenia urzędniczego pozostało w opolskim Urzędzie Marszałkowskim i Urzędzie Wojewódzkim, na wejście Polski do UE przygotowałem Polsko-angielsko-niemiecki glosariusz regionalny województwa opolskiego (2004, Opole, Oficyna Piastowska). W wydawnictwie tym, w „Dodatku historyczno-statystycznym”, który ilustruje skomplikowane i często tragiczne dzieje regionu (wciąż tak mało znane i w Opolu i gdzie indziej w Polsce), na s. 117 przedstawiłem dwie odmienne formalno-prawne interpretacje statusu granicy polsko-niemieckiej w okresie 1945-1990/1992, jeden podzielany przez PRL i ZSRS, a drugi przez RFN i Aliantów Zachodnich.

Rozbieżność tą usunął polsko-niemiecki traktat-graniczny wynegocjowany przez Pański rząd, podpisany w roku 1990, a ratyfikowany dwa lata później. Sądziłem, że dla spokojnej i dostatniej przyszłości nas wszystkich, o przeszłości regionu, Polski i Europy trzeba „powiedzieć sobie wszystko”, tak jak mawiał Jan Józef Lipski a propos stosunków polsko-niemieckich.

Myliłem się.

W województwie opolskim, 14 lat po podpisaniu traktatu, nie wolno było wspominać o poglądzie Aliantów Zachodnich i RFN na kwestię polskiej granicy zachodniej. Jej tabuizacja pozostała niezmieniona, jakby w tym względzie w Opolu wciąż trwał PRL.

 Reakcja mediów i całego spektrum politycznego (łącznie z mniejszością niemiecką) była jednoznaczna – potępienie bez dyskusji i prawa do obrony. Odgórnie zaordynowano mą śmierć publiczną. Wicemarszałek Opolski Ryszard Galla w mediach nawoływał do spalenia całego nakładu glosariusza (http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,2064147.html), Rektor Uniwersytetu Opolskiego – mego ówczesnego pracodawcy – publicznie wyrażał żal, iż nie posiada żadnego instrumentu, który pozwoliłby mu mnie ukarać (http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2067889.html), a Wydział Filologiczny UO wydał oszczercze oświadczenie na temat mej osoby (Nowa Trybuna Opolska, 13 maja 2004 r., s. 14).

 Nagonka, jakby rodem z niesławnego roku 1968, nabierała rozpędu. Nic jej nie mogło już zatrzymać. Oczywiście, ani dziennikarze, ani moi ówcześni i byli pracodawcy nie kontaktowali się ze mną, bo przebywałem wtedy na stypendium badawczym w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie. Przecież lepiej się dokonuje „character destruction” pod nieobecność samego zainteresowanego, a i łatwiej wtedy można „dotrzymywać” rzetelności dziennikarskiej. UM nakazał wydawcy zniszczenie całego nakładu glosariusza, co ten niezwłocznie uczynił („Glosariusz idzie na przemiał”. Nowa Trybuna Opolska, 14 maja 2004 r.). Ponadto UM złożył doniesienie do prokuratury, iż wspominając o zachodnio-alianckiej i zachodnioniemieckiej interpretacji statusu granicy polsko-niemieckiej rzekomo dokonałem nieznanego polskiemu prawodawstwu „przestępstwa naruszenia polskiej racji stanu”.

 Prokuratura oddaliła zarzut jako bezzasadny, ale informację tą podano dopiero w styczniu 2005 r. (http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2498609.htmlhttp://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2502511.html). W międzyczasie zniszczono mą reputację jako naukowca i urzędnika, moja córka była szykanowana za „ojca rewanżystę” w szkole polskiej przy Ambasadzie RP w Waszyngtonie, a żonie starano się uniemożliwić kontynuowanie pracy w dawnym miejscu zatrudnienia po powrocie do kraju. W Opolu, ani nigdzie indziej w Polsce, nikt nie stanął w mej obronie, albo chociaż w obronie wolności słowa oraz wolności badań naukowych. Jedynie charyzmatyczny założyciel i pierwszy dyrektor Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, śp. Thaddäus Schäpe, zdecydowanie odciął się od tej nagonki. Chciał zorganizować debatę z mym uczestnictwem na temat historii i statusu granicy polsko-niemieckiej w latach 1945-1990/1992, lecz niespodziewana śmierć przeszkodziła mu w realizacji tego planu.

 Jak można się domyślić, ani moja rodzina, ani ja „nie mieliśmy życia” w Polsce. Pracowałem na różnych uczelniach za granicą, a po trzech latach na Trinity College w Dublinie, w roku 2010 sądziłem, że czasy i ludzie na tyle już się zmienili, że mogę wrócić do kraju. Ze zdumieniem stwierdziłem jak głęboko się myliłem – tym co naruszyli polską rację stanu nigdy się nie wybacza, a tym bardziej, jeśli jej wcale nie naruszyli. Po wygraniu konkursu na stanowisko adiunkta w Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, musiałem skompilować całe dossier wyciągów z glosariusza i prasy, aby przed podpisaniem umowy dowieść Rektorowi, iż nie pisałem nieprawdy, ani nie zostałem skazany za „naruszenie polskiej racji stanu”.

 Okazało się, że w Polsce już nigdy nie będę postrzegany przez pryzmat moich badań, monografii i osiągnięć naukowych, a jedynie przez soczewkę oszczerczych pomówień sprzed prawie dekady. Wydano mi „wilczy bilet”. Dlatego osiadłem na stałe w Szkocji, i prowadzę tam badania i wykłady na najstarszym szkockim uniwersytecie, University of St Andrews. Na tej uczelni liczy się mój dorobek i osiągnięcia, a nie kalumnie.

 W styczniu tego roku (2012), sprawdzając w elektronicznym katalogu Biblioteki Narodowej bibliografię do artykułu, nad którym pracowałem, zauważyłem, iż – wedle podanej informacji – dwa obowiązkowe egzemplarze glosariusza w zbiorach biblioteki są nie udostępniane na polecenie UM z Opola. Czyli 20 lat od upadku komunizmu, w Opolu zaprowadzono pozaprawnie wykonywaną cenzurę „na telefon”, jakiej nawet nie było za PRLu. A decyzji wydanej w Opolu bez szemrania poddała się Biblioteka Narodowa (BN) w samej stolicy, choć żaden zapis prawny tego od niej nie wymaga.

 Zwróciłem się z tą sprawą do prasy. I nagle UM zezwolił BN na zdjęcie zapisu cenzorskiego na glosariusz, a BN niezwłocznie udostępniła glosariusz czytelnikom. Oczywiście, ani z UM ani z BN nie można było się dowiedzieć kto podjął i kto wykonał ten pozaprawny zapis cenzorski (http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120115/REGION/853367746/;http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120118/POWIAT01/688188352).

 Pewna dziennikarka – autorka paru artykułów na temat glosariusza – kiedy, analizując wraz z nią przyczyny i przebieg nagonki, przedstawiłem jej dwa poglądy na temat statusu granicy przed rokiem 1990/1992, stwierdziła, iż absolutnie nic o tym nie wiedziała. Wtedy spytałem czy wie po co w takim razie zawierano polsko-niemiecki traktat graniczny. Tylko wzruszyła ramionami. Lecz zaraz dodała na usprawiedliwienie siebie i kolegów, że o „takich sprawach” nie można otwarcie pisać i dyskutować. Najpierw trzeba do nich przygotować czytelników, aby „dorośli” do tematu. Odparłem wtedy pytaniem czemu dziennikarze nic nie robili w tej sprawie przez 15 lat, które minęły już od zawarcia traktatu. Nic na to nie odpowiedziała.

 Wydarzenia te były dla mej rodziny i dla mnie samego tak bolesne, że aby choć trochę coś dobrego po nich zostało, na dwudziestą rocznicę zawarcia traktatu napisałem artykuł poświęcony ewolucji dwóch odmiennych poglądów na status polsko-niemieckiej granicy w latach 1945-1990/1992 („The Twentieth Anniversary of the German-Polish Order Treaty of 1990: International Treaties and the Imagining of Poland’s Post-1945 Western Order [s. 120-146]. 2010. Journal of Borderlands Studies. Nr ¾).

 Po co o tym wszystkim piszę?

 Ani p. Poseł Ryszard Galla, obecnie Przewodniczący Zarządu Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej, ani Urząd Marszałkowski, ani Uniwersytet Opolski nigdy mnie nie przeprosili za powyżej opisane wydarzenia i za udział w nagonce na moją osobę. Nigdy nie wyrazili wątpliwości, że może się mylili nie dając wiary w istnienie dwóch odmiennych interpretacji statusu polskiej granicy zachodniej przed zawarciem traktatu granicznego. Nie potępili też stosowania pozaprawnej cenzury, ani nie wyrazili ubolewania, że swym postępowaniem naruszyli poszanowanie dla wolności słowa i wolności badań naukowych.

 Zakrawa na smutny żart, że nagrodę Złoty Most Dialogu będzie wręczał Panu p Poseł Ryszard Galla w sali opolskiego UM. Jaki widać z powyżej opisanych wydarzeń, swymi czyny ani p Galla, ani UM nie podzielają Pańskiego przeświadczenia w takie demokratyczne wartości jak wolność słowa i potrzebę ciągłego dialogu, spierania się na argumenty, ale w pełnym poszanowaniu dla osób mających inne zdanie. Ponadto ani p Galla ani UM nie wiedzą dlaczego i po co Pański rząd zawarł traktat graniczny z Niemcami w roku 1990.

 Czy będzie chciał Pan przyjąć ta nagrodę z ich rąk?

 

Z wyrazami szacunku,

Tomasz Kamusella 

Posted in Wydarzenia.