Polska. Ale jaka?

Zwykle w środku lata trwa sezon ogórkowy – nic się nie dzieje, bo wszyscy albo są na urlopach, albo siedzą w domu i kiszą ogórki. W tym okresie spada aktywność życia kulturalnego i politycznego, a media zajmują się lżejszymi tematami. W tym roku nie udało się jednak uciec od twardej polityki – trwa nieustająca kampania wyborcza. Płynnie przedłużono kampanię prezydencką i partie z marszu rozpoczęły przygotowania do październikowych wyborów parlamentarnych. Dzięki temu, ostatnio media z trudnych i niezrozumiałych dla zwykłych ludzi tematów: gender, przemoc w rodzinie i in vitro, mogły przejść do o wiele łatwiejszego relacjonowania teatralnych występów wędrownych trup partyjnych z Ewą Kopacz i Beatą Szydło w rolach głównych.

Bujanie pań w obłokach

Po raz pierwszy w polskiej historii dwie ambitne kobiety reprezentujące dwie główne partie – PO i PiS, wystartowały w wyścigu do praktycznie, najbardziej prestiżowego stanowiska w Polsce – do godności Premiera RP. Obie panie wywierają dobre wrażenie, chcą wszystkim potrzebującym pomóc, starają się mówić zrozumiale, bez nienawiści i obelg. To jest coś nowego i dobrego w polskiej polityce. Starzy partyjni spryciarze przestali się pokazywać w mediach, knują na zapleczu. Do partyjnych specjalistów od propagandy widocznie dotarła nowa prawda, iż „ciemny lud” już nie wszystko kupi. Możemy zatem obserwować wyścig obu pań na obietnice, przy czym panie jadą po bandzie obiecując, że państwo będzie do wszystkiego dokładać, ile trzeba i jak długo będzie trzeba.

Ewie Kopacz trudno będzie poradzić sobie z Beatą Szydło, gdyż ta składa obietnice nierealne do granic bezwstydu, a może jeszcze do nich dorzucić niespełnione obietnice Prezesa – wybudowania 3. mln. mieszkań i przekopania Mierzei Wiślanej. Musi jednak bardzo uważać na swojego Prezesa, gdyż ów guru znany jest z tego, że kiedy jego namiestnicy już zrobią swoje, mogą odejść i to wcale nie dobrowolnie. Panie wierzą, że kto da więcej ten zwycięży. Po wynikach październikowych wyborów zobaczymy, czy jako społeczeństwo dojrzeliśmy do liczenia nie tylko własnych pieniędzy ale i publicznych. Czy nadal będzie zwyciężać wiara w cudowny budżet, w którym zostaną obniżone podatki i zwiększone wydatki.

Wiele obietnic, które już padły nie zostanie zrealizowanych, o czym doskonale wiedzą prawdziwi eksperci. Ale przyjemnie posłuchać jak wkrótce będzie pięknie i dobrze, jeśli tylko słusznie zagłosujemy. Kiedyś bujanie w obłokach było postrzegane jako czynność infantylna, dzisiaj oddawanie się politycznym marzeniom jest czynnością dość powszechną i częstokroć pożyteczną, może bowiem prowadzić do zdobycia lub utrzymania władzy. Tyle na usprawiedliwienie pań.

Dawniej nie miało większego znaczenia, kto jest premierem, czego przykładem może być opinia endeckiego publicysty mówiąca, że Józef Piłsudski nieustannie udowadniał, że pod jego ręką mógł nim zostać każdy idiota. W PRL w tym względzie Piłsudskiego zastępowali pierwsi sekretarze KC, a współcześnie „wodzowie” partyjni. Współczesny świat i ludzie zmieniają się bardzo szybko, głównie dzięki dostępowi do informacji.

„Nie samym chlebem żyje człowiek” ( św. Mateusz ). Ludzi w Polsce nie da się już zaspokoić chlebem i byle jakimi igrzyskami. Potrzebują znacznie więcej, szczególnie miłości do Boga i miłości do bliźnich, której brak jest w chrześcijańskiej Polsce niezwykle odczuwalny. Dlatego i teraz nie ma dla nas większego znaczenia kto będzie premierem. Chcemy natomiast wiedzieć – jaka będzie Polska.

Szli krzycząc: „Polska! Polska!”

Pytanie: Jaka Polska? – ma dla nas Ślązaków bardzo duże znaczenie. Nasi rodzice Polski w ogóle nie znali, my się jej uczymy i nie przychodzi nam to łatwo. Polacy jako naród sami od wieków nie wiedzą za jaką Polską tęsknią – część jej elit przemawia w imieniu Boga, a część w imieniu Narodu, część zaś uprawia lobbing, głównie amerykański i nie bardzo zatem wiemy kogo słuchać.

Ostatnia Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę odbyła się pod hasłem „Po Panu Bogu najbardziej kocham Polskę”. Wiele nas Ślązaków i Polaków różni, ale byliśmy przekonani, że mamy tożsamą wrażliwość religijną. Okazuje się, że tak nie jest. Różnie podchodzimy do przykazania miłości, które po Panu Bogu nakazuje miłować bliźniego swego jak siebie samego, a nie na przykład Polskę. Ślązakowi do głowy nie wpadnie, aby przede wszystkim kochać i modlić się za Vaterland albo inną państwowość, zamiast za siebie, swoją rodzinę i bliźnich. Warto czasem czytać wieszczów, żeby wiedzieć, że nie tylko ten jest patriotą, który maszeruje krzycząc: Polska! Polska!, ale przede wszystkim ten, który wie, że patriotyzm wyraża się także w czynach i tej zasady przestrzega – ten, który wie, że patriotyzm to bardzo szerokie pojęcie i w jego duchu wychowuje siebie i swoich bliskich.

Ulubiony poeta Józefa Piłsudskiego – wieszcz Juliusz Słowacki tak zaczyna wiersz: „ Szli krzycząc: Polska! Polska!”

Szli krzycząc: „ Polska! Polska!” – w tym jednego razu,
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu,
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: „Boże! Ojczyzna! Ojczyzna!”
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: Jaka?

Słowacki napisał ten wiersz, kiedy Polska była pod zaborami. Aktualność jego poezji jest porażająca. Mówi Polakom, że nie wolność jest celem ostatecznym, a to jaka ma być Polska kiedy już odzyska niepodległość. Słowacki wątpi w to, czy wszyscy, którzy wołają: Polska! Polska!, dobrze jej służą. Dzisiaj w celach wizerunkowych partie nadużywają słowa Polska. Odnosi się wrażenie, że wieszcz pytając: Jaka Polska? – przewidział, że Polacy mogą na to pytanie nigdy nie odpowiedzieć.

Homilia ks. abp. Andrzeja Dzięgi i przemówienie wygłoszone podczas mszy świętej przez Jarosława Kaczyńskiego na Jasnej Górze wskazują, że nowy Prezydent został wymodlony. Pan Bóg stanął po jego stronie, a zatem jest logiczne, że stanie również po stronie PiS w jesiennych wyborach. Mamy problem z uwierzeniem w takie stwierdzenia niezgodne z naukami Papieża Franciszka i zdrowym rozsądkiem. Nikomu jednak nie będziemy mieć za złe, jeśli będzie się modlił za zbawienie Polski przez Jarosława i jego protegowaną Beatę, byle nie zapomniał o obowiązku „miłowania nieprzyjaciół swoich”.

Jałmużna budżetowa dla Śląska

PiS ma wyraźne określonych „ nieprzyjaciół swoich” – to politycy Platformy, którzy przez ostatnie 8 lat psuli Polskę. Rządy Platformy, szczególnie w kwestii ustawodawstwa, wymiaru sprawiedliwości, doboru kadr były irytująco nieporadne. Całość obrazu dopełniali niekompetentni i nieobecni szefowie regionów. Platforma zostawia Polskę nieprzyjazną młodym Polakom, jednak wizerunkowo o wiele piękniejszą niż była przed 8. laty. To utrudnia PiS-owi „zwinięcie” Polski, bo ktoś wbrew prawdzie musi głosić, że kraj jest w ruinie. Do tej roli Jarosław Kaczyński bezbłędnie wybrał Beatę Szydło. Sądzimy, że szczególnie jej jękliwy głos i cechy pozbawionej agresji, zawodzącej „płaczki”, przesądziły o skierowaniu jej przez Kaczyńskiego na pierwszą linię walki o władzę w Polsce. Ta decyzja obnaża jednak słabość polskich partii politycznych, ich brak kadr do sprawowania władzy, pokazuje, że w Polsce nie ma komu rządzić.

Obie kandydatki do objęcia stanowiska premiera wiedzą, że losy wyborów mogą zostać rozstrzygnięte na Śląsku, ale nie wiedzą jak rozwiązać jego problemy. Panie chcą je załatwić przy pomocy jałmużny budżetowej, przy czym Ewa Kopacz już dała ile mogła, a Beata Szydło, jak wygra, da co może.

Obawiamy się, że „programy dla Śląska” sporządzane przez PO i PiS na doraźne potrzeby, bez udziału Ślązaków niczego nie rozwiążą. Przedłużanie procesu nieuchronnego upadku nierentownej części górnictwa jest szkodliwe. Trzeba uczyć się od Margaret Thatcher lub Niemców jak rozwiązać problem restrukturyzacji górnictwa. Śląscy eksperci wiedzą doskonale jak to zrobiono, ale widocznie nie ma ich wśród ekspertów PO i PiS.

Poczuliśmy ogromne zdziwienie i brak sensu, gdy budowana przez 15 lat korweta „Gawron”- obecnie najdroższa motorówka na świecie, bubel oraz symbol nieudolności i marnotrawstwa, otrzymała niespodziewanie nazwę „Ślązak”. Widocznie w stolicy o Ślązakach niczego nie wiedzą. Budowany pod warszawskie dyktando okręt mógłby się nazywać „Warszawiak” albo jeszcze inaczej, bez związku ze Śląskiem.

Na naszym opolskim podwórku nic się nie dzieje, pomysłu na rozwój tej części Śląska nie było i nadal nie będzie. Kto potrzebuje pieniędzy jedzie do Niemiec albo do Holandii, gdzie zwykle zarobi więcej niż najlepsi specjaliści w Polsce, by następnie wrócić do domu na swoje. Od partii politycznych i władz warszawskich, rodzimi Ślązacy od dawna nie spodziewają się pomocy. „Warszawiacy” nawet nie wiedzą, kim są Ślązacy.

Beata Szydło będąc w Opolu powiedziała: „Chciałabym aby Polacy byli tak traktowani w Niemczech, jak mniejszość niemiecka traktowana jest u nas. I będziemy dążyć do tego, by tak właśnie było”. Następnie dodała: „Nie może być tak, że mniejszość będzie dyktowała większości, co ma robić”. Po pierwsze, to wstyd, że kandydatka na premiera nie widzi różnicy między polskimi, głównie zarobkowymi imigrantami w Niemczech, a żyjącymi od setek lat na Śląsku autochtonami. Po drugie, członkowie mniejszości niemieckiej, szczególnie emeryci, chcieliby pod każdym względem być tak traktowani w Polsce, jak Polacy w Niemczech. Serialowy Ferdynand Kiepski mówi, że wiedzę i doświadczenie czerpie z telewizji – wygląda na to, że Beata Szydło i jej eksperci również.

Może jednak kiedyś znajdą się partie i politycy, którzy przestaną traktować Śląsk jako kolonię, a autochtonów jak Indian. Pomarzyć można.

Gerhard Bartodziej
Bernard Sojka

Posted in Polityka.